Aral na wesoło

Z pełnym przekonaniem możemy powiedzieć, że zobaczenie tego co zostało z Morza Aralskiego powinno być obowiązkowym punktem planu wyprawy do Uzbekistanu. Chociaż nie jest to wyjazd tani, to przy większej ilości osób koszty jakoś się rozkładają. Wyprawy w ten rejon kraju organizowane są przez agencje, hotele i osoby prywatne w mieście Nukus. Z informacji, które otrzymaliśmy, w Nukusie jest ok. 10 samochodów, które jeżdżą w tamte rejony. Rzecz podstawowa i bardzo ważna zarazem – nie ulegajcie namowom lokalnych, którzy oferują Wam podróż nad Aral samochodem osobowym (!!!). Droga (o ile można to nazwać drogą) nad brzeg jest długa i trudna, jazda tam osobowym Daewoo to po prostu czysta głupota. Do dziś mamy wątpliwości czy w ogóle da się tam takim samochodem dojechać. Cała podróż zajmuje zazwyczaj dwa dni, choć wedle życzenia można zorganizować sobie dłuższy pobyt. Wszystko jest kwestią ceny.

Stitched PanoramaZdjęcie powyżej: W drodze…

_CSC1042

My jechaliśmy starym rosyjskim samochodem terenowym, pomimo fatalnej, bitej drogi kierowca jechał dość szybko i były momenty, w których wszyscy dosłownie latali wewnątrz ;-) Kolejna istotna sprawa, każdy samochód bierze ze sobą dość duży zapas benzyny. Jako, że kanistry w naszej maszynie nie były zbyt szczelne po 8h drogi przyjechaliśmy nad brzeg morza na lekkim haju ;-) To jeszcze nie wszystko, intensywny aromat paliwa było czuć w całym naszym zabranym na drogę jedzeniu (!)… benzynowy chleb, pomidory, papryka…. W związku z tym każdy w czasie kolacji miał grymas na twarzy i jadł raczej z musu niż z głodu.

Stitched Panorama

Może teraz słów kilka o samej trasie. Wystartowaliśmy z miasta Nukus o 7-8 rano. Na miejsce dotarliśmy ok. godziny 17. Po opuszczeniu Nukusu jechaliśmy początkowo drogą asfaltową, a potem już bitym zapylonym stepem w kierunku południowo zachodniego brzegu morza. Wbrew pozorom droga nie jest monotonna, klimat prawdziwie off-roadowy. Przede wszystkim uderzała nas wszechobecna cisza i pustka. Przez dwa dni drogi nie spotkaliśmy absolutnie nikogo oprócz grupki chińczyków, którzy mieszkają nad brzegiem morza i zbierają… krewetki ;-) Po dotarciu na miejsce obowiązkowym punktem musi być kąpiel w zanikającym Aralu. Woda jest tak słona, że nie ma opcji by pójść na dno. Większym problemem jest raczej dotarcie do „wody właściwej”, na dnie jest tyle błota, że wchodząc głębiej i głębiej kroczy się w nim po kolana. Tak czy owak, warto! Wschód słońca nad Aralem to po prostu uczta dla oka. Tarcza słońca wyłania się nad samą taflą wody, kolorowy spektakl świetlny jaki temu towarzyszy zapamiętamy do końca życia! Wow!

_DSC0848

Drugiego dnia wyprawy nad Aral najpierw odwiedziliśmy spektakularny kanion, którym zjeżdża się bezpośrednio na dno morza. Potem przez cały czas jechaliśmy dnem morza praktycznie do samego miasta Muynak, gdzie odwiedziliśmy słynne cmentarzysko statków. Zobaczyliśmy tam obraz, który większość ludzi kojarzy z tym regionem.

Stitched Panorama

 

 

Podsumowując: 2 dni, 800 km, kilogramy pyłu w aucie (uszach i oczach również)… ale wrażenia niezapomniane !!!!

 

Przejdź do Galerii Uzbeckie Spotkania Przejdź do Galerii Uzbekistan…na Jedwabnym Szlaku

Głosuj na mój blog