Dama z plecakiem

Kobiety podróżujące w najdalsze zakątki świata mają momentami przerąbane. Nie mam tu na myśli podróży do spa, ani do klimatyzowanego hotelu z mini barkiem i basenem na dachu. Mam na myśli podróż gdzieś, gdzie trzeba się trochę namęczyć, np. chodząc po górach, nosząc plecak, jeżdżąc lokalnymi środkami komunikacji, nocując w miejscach, gdzie nie panują luksusy albo mieszkając w namiocie z chmarą insektów itd. Wiecie o jakie miejsca mi chodzi…

Takie podróże uwielbiam, ale wiadomo, trzeba się do nich dobrze przygotować i logistycznie rozpracować, szczególnie jeśli się jest babką. W przeciwnym razie, podróż taka może dać nam w kość i zamiast cieszyć się każdą jej chwilą, będziemy narzekać i jęczeć, tęskniąc za all inclusive ;-)

DSC_0660

Ameryki nie odkryłam, ale trzeba się dobrze spakować. Znaleźć złoty środek między tym co chciałoby się mieć, a co zmieści się do plecaka. Ale zanim przejdziemy do pakowania, konieczne jest rozeznanie, co zastaniemy na miejscu. Wszystko oczywiście zależy od charakteru naszej wyprawy. Wiadomo, że inaczej pakujemy się w góry, inaczej nad morze, a jeszcze inaczej podróżując po miastach, czy z dziećmi. Trzeba sprawdzić jaka w kraju, do którego się wybieramy jest pogoda (jaka temperatura w dzień i w nocy, bo te różnice czasem zaskakują!), jakie są tam ceny (żeby ewentualnie część rzeczy kupić na miejscu), czy są jakieś latające lub chodzące stworzenia mogące nas pogryźć itp. Po wstępnym researchu, wiemy czego możemy się spodziewać. Hmmm…. tak naprawdę w takiej podróży nigdy nie wiemy czego możemy się spodziewać, ale sprawdzając pewne rzeczy wcześniej, możemy choć przypuszczać…

To, że jedziesz w miejsce, gdzie najprawdopodobniej się wybrudzisz, nie będziesz często prać, spędzisz wiele godzin w różnego rodzaju środkach lokomocji, wcale nie znaczy, że masz się ubierać jak dziad i spakować do plecaka najgorsze i najbrzydsze rzeczy jakie masz w szafie – to moje przesłanie dla Was kobietki. Kiedyś brałam tylko stare, rozciągnięte ciuchy i same najpotrzebniejsze kosmetyki czyli mydło i krem nivea i… nie czułam się z tym komfortowo ;-)   Moim sposobem jest zabranie ulubionych rzeczy, wiadomo, nie tych „number one” kupionych za zbyt dużo pieniędzy, tylko takich, które zalegają w szafie bo się już trochę znudziły, a wyrzucić szkoda bo wciąż są niezłe i przecież „zawsze mogą się przydać”. No więc podróż, to jest ich 5 minut i to właśnie te ciuchy zabieram, potem bez żalu wyrzucając je na wyjeździe, gdy się wybrudzą, wytargają lub gdy ciążą mi w plecaku. Podróżując w kierunku wschodnim w wielu krajach można kupić ciuchy za grosze i zamiast brać coś z Polski, można kupić to na miejscu (każdy pretekst do zakupów jest dobry ;-) ) Często biorę więc kilka koszulek za dużo „na ściachanie” ich podczas pierwszych dni podróży. Potem zamiast prać, wyrzucam, a na ich miejsce, jeśli potrzebuje, kupuje sobie nowe, stając się na chwilę Anją Rubik kupującą t-shirty w Nowym Yorku, swetry w Tokio, a buty w Mediolanie. Tyle, że ja kupuje w Kiszyniowie albo Bishkeku ;-)

DSC_0465

Nowoczesne wynalazki okazują się być bardzo pomocne. Sportowe, lekkie jak piórko ciuchy, które szybko schną i się nie mną, termoaktywna bielizna i gadżety typu ręcznik z mikrofibry czy mała dmuchana poduszeczka, ułatwiają funkcjonowanie i znacznie obniżają wagę bagażu. Trzeba na to trochę wydać, warto więc dużo wcześniej zrobić plan, co jest nam niezbędne, a co na tyle obniży wagę bagażu, że jest warte zainwestowania pieniędzy. Można też przemyśleć techniczne udogodnienia. Jeśli bardzo lubicie czytać, być może warto pomyśleć nad czytnikiem e-booków. Są już nawet wodoodporne, na których możemy czytać na plaży, czy gdzieś, gdzie jest duża wilgotność. My zawsze zabieramy statyw do aparatu. Podczas kilku podróży towarzyszył nam stary, ciężki i duży statyw, który był koszmarem, dla tego, kto akurat musiał go nosić (zawsze to byłam ja). Zainwestowaliśmy w nowy, znacznie lżejszy i podróż z nim jest dużo wygodniejsza.

Z typowo kobiecych gadżetów polecam zabranie miniaturek kosmetyków. Nie mam na myśli szamponu czy żelu pod prysznic, bo tego i mężczyźni używają (chyba ?! :-) ) Mam na myśli np. próbki perfum, saszetkę z maseczką czy mini tusz do rzęs. Wydaje się to fanaberią, brać takie rzeczy np. w Himalaje, ale po tygodniach górskich wspinaczek, gdy już się nam uda wykąpać, przyjemnie jest pachnieć przez chwilę np. Chanel czy Hugo Bossem. Wiem, mężczyźni pewnie parskną śmiechem, ale dla mnie taki drobiazg to podczas długiej podróży duża przyjemność, a waży malutko… Podobnie jest z jedzeniem. W górach zawsze rządzi konserwa i makaron. Jak fajnie jak z kawałka folii aluminiowej można wyciągnąć szczyptę oregano, bazylii czy ząbek czosnku i już ten makaron z menażki nabiera prawdziwie włoskiego smaku. Niby nic, ale podnosi się poziom o klasę wyżej :-)

_DSC0236

Oprócz tego, gdy podróżujecie z kimś, warto podzielić się bagażem. Oczywiście kobiety powinny nosić mniej, więc Wasi towarzysze podróży płci męskiej powinni mieć trochę cięższe plecaki :- ) W podróży wystarczy mieć jedną apteczkę, uwzględniając w niej indywidualne zapotrzebowanie każdego z członków wyprawy. Jeśli bierzecie kuchenkę do gotowania, też najczęściej wystarczy jedna. Wszystko oczywiście zależy z kim, na jak długo i gdzie jedziecie.  Ważne żeby pakowanie, jak i całą (nawet bardzo spontaniczną i szaloną) podróż wcześniej zaplanować. Słowa spontaniczność i planowanie w tym przypadku się nie wykluczają. Według mnie, najlepsze podróże to te szalone, spełniające nasze marzenia, podczas których próbujemy nowych rzeczy, poznajemy nowych ludzi, ale też, które są wcześniej dobrze zaplanowane i przemyślane. Wtedy, nie pozostaje nam nic innego jak oglądanie pięknego świata! Udanych podróży!

Głosuj na mój blog