Esfahan oczami Ramina

Postać Ramina z Esfahanu początkuje małą serię postów o ludziach spotkanych w podróży.

Każdy, kto korzystał z Couchsurfingu wie, że ludzie potrafią pokolorować każdą podróż, potrafią ją też skutecznie zepsuć…. ale dzisiaj nie o tym! Esfahan poznaliśmy oczami Ramina, 21 letniego studenta anglistyki. Couchsurfing oficjalnie jest w Iranie zabroniony i miejscowi nie mogą przyjmować turystów w swoich domach, nie ma obowiązku meldunkowego ale może się zdarzyć, że policja turystyczna zapyta Was, gdzie mieszkacie. Można to jednak łatwo obejść, wystarczy po prostu ściemnić, bo nie wymagają oni od nikogo potwierdzenia zameldowania jak to jest choćby w Uzbekistanie. I właśnie dlatego, że Couchsurfing jest nielegalny…. ma się w Iranie bardzo dobrze i tworzy swoistą podziemną sieć kontaktów w całym kraju.  Jak już traficie do pierwszej osoby, która przyjmie Was pod swój dach jest duże prawdopodobieństwo, że przemierzycie Iran będąc „przerzucanym” pomiędzy jej rodzinę czy znajomych. Tak właśnie trafiliśmy do Ramina. Już na dworcu autobusowym w Esfahanie wiedzieliśmy, że będzie dobrze, po umówieniu się smsem na daną godzinę rozłożyliśmy się z bagażami wypatrując osoby której… nigdy nie widzieliśmy :-) Pomimo tego, łatwo się znaleźliśmy, bo w momencie gdy zobaczyliśmy wbiegającego, zasapanego chłopaka z szerokim uśmiechem i wzrokiem skierowanym na nas, to bez dłuższej chwili zastanowienia udaliśmy się w jego stronę. Tak, to był on. Ramin pochodzi z dosyć nowoczesnej rodziny. Jego ojciec jest managerem hotelu, a mama jest… fryzjerką z włosami w kolorze blond. Ma też siostrę, studentkę prawa.

DSC_1344 (Kopiowanie)

Powyżej: Od lewej – Ramin z siostrą i Magda.

Pomimo tego, że kobiety w Iranie mają obowiązek chodzenia w czadorach, to bardzo dbają o swój wygląd korzystając z przywilejów takich jak kosmetyczka czy fryzjer, czyli niby wszystko ok, ale te ich piękne oblicza mogą oglądać tylko mężowie lub koleżanki. Tylko teoretycznie, bo na przykład u Ramina w domu, kobiety nie chodziły w czadorach i nie przestrzegały islamskich obyczajów jak zakładanie chusty przy obcych itp. Wszyscy w tym domu byli nastawieni liberalnie do wiary i mieli postawę „anty” do władzy. Ramin to z natury typ optymisty-marzyciela. Lubi przyjmować ludzi ze świata, bo przekornie daje mu to możliwość podróżowania, co prawda palcem po mapie lecz korzysta z każdej możliwości by poznawać kulturę innych krajów. W Iranie, podobnie jak kiedyś w Polsce, jest obowiązek dwuletniej służby wojskowej dla mężczyzn. Służba ta do lekkich nie należy i często odbywa się w regionach powiedzmy średnio bezpiecznych jak iracka czy afgańska granica. Dopóty, dopóki służba ta nie zostanie odbębniona, paszport takiego poborowego pozostaje w ”dobrych” rękach władzy.  Ramin miał iść do wojska tuż po naszym wyjeździe z Esfahanu, byliśmy jego ostatnimi gośćmi. Potem zamilkł prawie na dwa lata, lecz jakiś czas temu dał znać, że wyszedł i że już planuje swoją podróż do Europy. Podczas kilku dni pobytu Ramin był naszym przewodnikiem po mieście, tłumaczem i dzięki niemu zaglądaliśmy tam, gdzie turyści normalnie nie zaglądają. Wspólnie jedliśmy posiłki, robiliśmy zakupy, wieczorami wychodziliśmy do jego znajomych i gadaliśmy do nocy. Ramin i jego rodzina traktowała nas jak swoich… miło się to wspomina. Chwała mu za to!  Mamy nadzieję, że będziemy mieli okazję jakoś się mu kiedyś odwdzięczyć.

DSC_1011 (Kopiowanie)

Powyżej: Esfahan jest miastem mostów, ludzie często szukają pod nimi cienia.

Jaka jest sytuacja w Iranie każdy wie, choć media skutecznie to koloryzują. I właśnie przez tą etykietkę „Iran-państwo osi zła”, ludzie tam chcą usilnie udowodnić, że są tacy sami jak my, tylko przyszło im żyć w takich, a nie innych politycznych warunkach. Irańskiej gościnności się nie zapomina: ludzi, którzy dają ci klucze do swojego mieszkania nie obawiając się o nic, bezinteresownej pomocy na każdym kroku, zaproszeń na herbatę, prezentów w stylu: „Podoba Ci się ten szal? No to proszę, jest Twój”.

DSC_1491 (Kopiowanie)

Powyżej: Od lewej – Bobek i Ramin

Ok, wracając do znajomych Ramina, ciekawą postacią był też jego dobry kolega którego roboczo nazwiemy „Bobek” bo miało imię jakoś tak podobnie brzmiące.  Bobkowi, pomimo tego, że nie odbył służby wojskowej, udało się uciec z Iranu. Jak to zrobił? Sprytnie. Bobek został wylosowany w corocznej akcji organizowanej przez rząd USA, i zdobył zieloną kartę, która umożliwiała mu legalny pobyt i pracę w USA. Wszystko super, tylko jak skorzystać z tej szansy gdy nie ma się paszportu? Przecież trzeba jakoś opuścić Iran. Bobek gdybał, gdybał i wymyślił. Jako student anglistyki, zapisał się na jakiś egzamin w Stambule. Miał dzięki temu zdobyć jakiś certyfikat znajomości języka, mniejsza o to, najważniejsze jest to, że władze to łyknęły i na te kilka dni dały mu paszport. I tyle widzieli Bobka… teraz mieszka on gdzieś w stanie New York i z tego co widzimy ma się całkiem dobrze. Jest jeszcze druga strona medalu. Bobek, decydując się na taki krok miał obawy, że po jego wyjeździe problemy może mieć jego rodzina. Mimo wszystko zaryzykował uciekając w poszukiwaniu lepszego życia. Jeśli myślicie o wyjeździe do Iranu to szczerze polecamy Couchsurfing, poznanie tego kraju przez pryzmat ludzi uświadamia jak tam jest naprawdę….

DSC_1508 (Kopiowanie)

Powyżej: W tle Esfahan…

DSC_0988 (Kopiowanie)

Powyżej: Relaks na głównym placu miasta

DSC_0477 (Kopiowanie)

Powyżej: Sklep z odzieżą damską tzn. materiałem na czadory

Przejdź do Galerii Iran
Głosuj na mój blog