Frankfurt nad Menem. Wychyl nos z lotniska!

Mówią o nim „miasto białych kołnierzyków”, wiele osób twierdzi, że jest dobre do pracy ale niekoniecznie do życia, bo nie ma klimatu. Z racji pracy spędziłem we Frankfurcie w sumie grubo ponad rok, na początku nawet „podpisywałem się” pod stwierdzeniem o bezduszności tego miasta. Fakt, nie jest to Praga czy Wiedeń. W czasie wojny miasto zostało praktycznie zrównane z ziemią, więc próżno tu szukać starówki z XIV wieku. Są jednak miejsca, dla których warto wyjść z lotniska… choć o lotnisku też można by było napisać oddzielny post! Co wziąć zatem pod uwagę planując wypad na miasto pomiędzy lotami transferowymi?

1. Promenada z widokiem na Mainhattan.

Bulwary nad Menem to jest zdecydowanie moje ulubione miejsce we Frankfurcie. Jeśli będziecie we Frankfurcie między majem a październikiem, to koniecznie musicie dodać to miejsce do swojego”must see”.  Nie chodzi tylko o niebanalny widok na panoramę miasta. To miejsce żyje własnym życiem, jest to azyl mieszkańców Frankfurtu bo dozwolone jest tam niemal wszystko, policja zagląda tam bardzo niechętnie (może dlatego, że mieliby po prostu zbyt dużo pracy?). W sezonie wiosenno letnim rozpoczyna się okres pikników. Na kilku kilometrach ciężko znaleźć miejsce na rozłożenie koca. Piknikują wszyscy. Licznie, głośno, długo… Tygiel kultur i smaków, bo jak na imprezę pod chmurką przystało, trzeba się dobrze wyposażyć. Niemcy zazwyczaj kulturalnie z piwkiem lub tradycyjnym cydrem (Apfelwein) z regionu Hessen. Turcy raczej na bogato, czyli szisza, szaszłyki, kebaby, liczna ekipa i całkiem sporo alkoholu. Hindusi raczej na cicho, obserwując wszystko dookoła. Zawsze jest też mnóstwo międzynarodowych grup z wszechobecnych we Frankfurcie korporacji. Ci bawią się już całkiem po królewsku, bo każdy przygotowuje coś do  jedzenia ze swojego kraju. Bulwary to idealne miejsce dla fotografów, bo naprawdę wiele się tam dzieje. Dobre miejsce na rower lub rolki (choć bywa tłoczno). Wiosną i latem miasto organizuje tam wiele imprez. Od zawodów kajakarskich, przez wszelkiego typu transmisje imprez sportowych (telebimy rozstawione są na tratwach), na tradycyjnych niemieckich festynach bez specjalnej okazji kończąc. Jest to obowiązkowy punkt wypadowy grup z wieczorów kawalerskich czy też panieńskich, ale nie przychodzą tam pić ale… zbierać pieniądze! Taka tradycja, zbiórka na wyprawkę dla pary młodej ;-)

4

Powyżej: Coroczne zawody kajakarskie, to chyba jeden ze sportów narodowych w Niemczech.

5

Powyżej: Emocji nie brakuje…

6

Powyżej: Mainhattan

28

Powyżej: Zawsze zatłoczona knajpka… Main Cafe -idealne miejsce na szklankę Apfelweina

15

Powyżej: Piknikowo

3

Powyżej: Dość kozacka sesja foto ;-)

13

Powyżej:  Platanowa alejka, to drzewo to chyba jakiś symbol Frankfurtu bo spotkać je można na każdym kroku

1

Powyżej: Gdzieś na bulwarach…

9

Powyżej: Yeah…

2. Widok z Maintower i Zeilgalerie.

Dwie opcje na zobaczenie panoramy miasta. Maintower, górujący nad miastem wieżowiec z tarasem widokowym na dachu, na wysokości 200 m. Wjazd jest oczywiście płatny (6,5 EUR) lecz widok imponujący. Z Maintower właśnie widać, że Frankfurt to nie jest jakaś wielka metropolia (700 000 tyś mieszkańców czyli mniej więcej tyle co Kraków).  Bez problemu dostrzeżecie granicę miasta, które bynajmniej nie rozpościera się w nieskończoność. Wjechać na Maintower zdecydowanie warto. Najszybciej dostaniecie się tam wysiadając na przystanku U-Bahn Willy-Brandt-Platz.

Druga opcja, darmowa i mniej ekstremalna, choć też cieszy oko. Na głównym deptaku miasta, popularnym Zeilu (przystanek Hauptwache) zaglądnijcie do galerii Zeilgalerie (na rogu, koło popularnej „Galerii z dziurą”).  Wjedźcie na ostatnie piętro i zaglądnijcie na taras tamtejszej kawiarni. Tam też jest niezły widok na Mainhattan, już darmowy, nie wieje no i można go podziwiać z kawą, tudzież piwkiem w ręku. Też warto.

26

Powyżej: Widok z Maintower

3. Dzielnica Czerwonych Latarni czyli ulica rozpusta w sercu finansowych rozgrywek

Jak ktoś był w Amsterdamie, to będzie bardzo zawiedziony frankfurckim odpowiednikiem dzielnicy czerwonych latarni. Oczywiście warto pójść, choć wieczorem trzeba uważać. Pomimo tego, że ulica Kaiserstraße położona jest niemal w centrum finansowego eldorado Frankfurtu, otoczona wieżowcami… to nie robi najlepszego wrażenia. Dlaczego? Powodem nie są prostytutki (których średnia wieku to chyba z 50 lat!), a cała reszta podejrzanych typków, naprawdę sporo narkomanów leżących tu i ówdzie, często ze sprzętem w ręku. Zapachy też nie najlepsze. Z drugiej strony patrząc, może to też być dla niektórych zaleta, bo nie ma tam takiej masy turystów jak w Amsterdamie. Jest surowo, dziko… brakuje tylko przechadzających się grubszych facetów z wąsem w skórzanych spodniach, kamizelce, czarną czapką policjanta i pejczem (choć może gdzieś w środku są i tacy!). Cały ero-obszar nie jest jakiś ogromny, to raptem główna ulica Kaiserstraße wraz z przylegającymi przecznicami. Są tam wszelkiej maści kluby nocne, lecz sporą część zajmują całe erotyczne centr,a w których to panie po prostu wynajmują pokoje na godziny pracy. Bez wątpienia każdy znajdzie coś dla siebie ;-) Jak chcecie poczuć prawdziwy klimat Kaiserstraße to wybierzcie się tam w piątek lub sobotę wieczorem. Jak tam dojechać? Wysiądźcie na głównym dworcu kolejowym Hauptbahnhof, to już beretem od dworca.

10

Powyżej: Dzielnica rozpusty w sercu finansowych rozgrywek

23

Powyżej: Okolice dworca głównego ogólnie nie należą do najprzyjemniejszych

36

Powyżej: Po lewej, Maintower.

35Powyżej: Dzielnica białych kołnierzyków

18

Powyżej: Stara siedziba Europejskiego Banku Centralnego, bank jest w trakcie przeprowadzki do nowego budynku tuż przy Menie.

11

Powyżej: Pomieszanie stylów ;-)

21

Powyżej: Klimatyczne wnętrza dworca centralnego – Hauntbanhof.

4. Rynek Römerberg

Mikroskopijnej wielkości starówka to niewątpliwie najstarsza część Frankfurtu (choć w większej części odrestaurowana). Warto tam zaglądnąć, kiedy będziecie spacerować nad rzeką, bo ryneczek położony jest na wysokości słynnego też „mostu z kłódkami” – Eiserner Steg. Kilka zabytkowych budynków, ratusz, całkiem fajna galeria oraz Dom Goethego i sporo tradycyjnych, klimatycznych knajpek.  W okresie grudzień- styczeń jest to miejsce targów świątecznych. Aby tam dojechać wysiądźcie na przystanku Dom Römer.

31

Powyżej: Klimatyczna zabudowa Römerberg, niestety nie zachowało się tego zbyt wiele.

12

Powyżej: Römerberg to też popularne miejsce wszelkiej maści artystów…

32

Powyżej: Römerberg

34

Powyżej: Sesja przy ratuszu

33

Powyżej: Przerwa na szluga ;-)

5. Sachsenhausen

Rozrywkowa dzielnica Frankfurtu położona po drugiej stronie Menu. Klimatyczne, brukowane uliczki z tradycyjną, niemiecką zabudową, a wśród nich wiele knajp, od dobrych, modnych restauracji po niemieckie mordownie. Tu w piątek i sobotę spokoju nie zaznacie, szczególnie wiosną i latem. Jest tam kilka uliczek, które w weekend nigdy nie zasypiają, leją się hektolitry piwa, a po ulicach włóczą się tłumy pijanych Niemców!  Sachsenhausen to meta wszystkich sobotnich wieczorów kawalerskich i panieńskich, więc możecie sobie wyobrazić, że późnym wieczorem „dzieje się”. Rejon imprezowy to okolice Elisabethen Straße wraz z przylegającymi uliczkami.

Oprócz imprezowego oblicza, Sachsenhausen to przyjemna dzielnica mieszkalna z ładnymi kamienicami i zielenią, ciesząca się popularnością wśród bogatszej części mieszkańców Frankfurtu. Gdy przejdziecie most z kłódkami, skręćcie w lewo i po jakichś 300 metrach kierujcie się wgłąb, w prawo. Spacerując tam wieczorem, po prostu nasłuchujcie dzikich krzyków lub idźcie tam, gdzie podąża reszta. Na Sachsenhausen mieszkałem około 4 miesięcy i jest jeszcze jedna rzecz, lub raczej ciekawostka, którą tam odkryłem. Jest to miejsce zamieszkania „miejskich nudystów”, więc niech Was nie zdziwi widok nagiego pana po 50-tce, który rano dziarsko wraca z bułkami z piekarni ;-)

sachsenhaussen

Powyżej: Imprezowa część Sachsenhausen, dobre miejsce na weekendowy, wieczorny wypad..

20

Powyżej: Eiserner Steg czyli popularny most z kłódkami. Czy każde miasto w Europie ma już taki most?

6. Pchli targ wzdłuż Menu

Jeśli Wasz pobyt we Frankfurcie przypadnie akurat na sobotę, to jest miejsce, którego nie możecie ominąć. Frankfurcki „pchli targ” ciągnie się południowym nabrzeżem promenady Menu na odcinku około 2 km. Można tam kupić i sprzedać dosłownie wszystko. Płyty gramofonowe, stare zegary, rzeźby niczym z afrykańskich wiosek, chińszczyzna, markowe ubrania prosto z niemieckich szaf… wszystko sprzedawane przy zapachu pieczonej kiełbasy i frankfurterek. Mega tłoczne, popularne i kolorowe miejsce! Zdecydowanie warto zaglądnąć! Ilekroć tam spacerowałem, zawsze wracałem do mieszkania z czymś zupełnie mi niepotrzebnym jak choćby dwa, niedziałające ścienne zegary, które ledwo udało mi się donieść do mieszkania ku uciesze każdego przechodnia, który mnie mijał ;-)
7. Eventy w dzielnicy finansowej
Bardzo często w weekend, dzielnica finansowa jest miejscem wszelkiego rodzaju manifestacji. Manifestują przeróżne grupy, od wegetarian, przez emerytów po pokojowe manifestacje sprzeciwiające się sytuacji na bliskim wschodzie. Jeśli lubisz fotograficzne reportaże, koniecznie tam zaglądnij..
30
Powyżej: Manifestacja przeciw sytuacji w Jemenie…
17
Powyżej: Są to zazwyczaj pokojowe manifestacje, dobrze zabezpieczone przez Policje
29
Powyżej: Często zaczynają się w okolicy Europejskiego Banku Centralnego
7
Powyżej: Jest wielokulturowo…
8
Powyżej: Irańczycy też często o sobie przypominają…
16
CIUT INFORMACJI MNIEJ LUB BARDZIEJ PRAKTYCZNYCH …

Jak wydostać się sprawnie z lotniska?

Opcja najdroższa, taksówka. Koszt kursu do centrum wyniesie Was mniej więcej 30EUR.  Jest to jednak impreza nie warta swej ceny, bo Frankfurt ma świetną komunikację miejską (U-Bahn, S-Bahn). Jaka jest różnica między S i U? S-Bahn kursuje zarówno w mieści jak i poza jego granicami (np. na lotnisko), U-Bahn to sieć stricte miejska. Z lotniska do centrum dojedziecie dwoma liniami S8 i S9.  Koszt, mniej więcej 5 EUR za bilet w jedną stronę. Podróż trwa do 15 minut. Jadąc z miasta na lotnisko pamiętajcie o tym, żeby kupić bilet na lotnisko. W automacie są oznaczone ikoną z samolotem (lotnisko znajduje się poza strefą).

Pobierz plan komunikacji miejskiej

 

Podróż do centrum samochodem?

Owszem, jest to możliwe. W centrum jest wiele parkingów, gdzie możecie zostawić samochód. Pamiętajcie jednak, że Frankfurt jest na liście niemieckich „zielonych miast”. Co to oznacza? Każdy samochód musi mieć na przedniej szybie nalepkę z informacją o poziomie emitowanych spalin (info w postaci numerka w skali 1-4).  Takie badanie to koszt 15-20 EUR  i jest wykonywane w stacjach diagnostycznych. Jeśli nie macie 4-ki to niestety do centrum nie wjedziecie… tzn. wjedziecie ale „Ci” panowie już Was znajdą. Nie warto próbować.

 

Gdzie zjeść i  się napić?

Tu można pisać i pisać, bo we Frankfurcie znajdziecie wiele miejsc z dobrym jedzeniem dlatego też nie będę opisywać miejsc, a jedynie dam Wam kilka wskazówek. W dzielnicy finansowej (okolice Kaiserstraße) jest sporo ulic zamieszkanych przez emigrantów z Azji, a co za tym idzie, jest tam dość spore stężenie „chińczyków” na metr kwadratowy. Nie tylko chińczyków zresztą bo znajdziecie tam też knajpki malezyjskie, tajskie, wietnamskie… Naprawdę niezłe jedzenie w spoko cenie. Jest to też obszar gdzie jest sporo azjatyckich sklepów z żywnością gdzie możecie obkupić się w przyprawy i inne dobra. Ceny niższe niż w Polsce!

Sachsenhausen. Idąc wzdłuż ulicy Elisabethen Straße, jest kilka knajpek pod rząd z naprawdę niezłym fast foodem (kuchnia libańska, syryjska itp. ). Tam też znajdziecie najlepszego falafela we Frankfurcie – warto! Na Sachsenhausen jest też całkiem sporo knajp serwujących tradycyjne niemieckie, tłuste jedzenie. Nie jest to jednak dla nas, Polaków rarytas, bo jedzenie jest podobne do naszego, ale fakt – smaczne.

Spacerując wzdłuż Menu nie zapomnijcie spróbować jabłkowego, orzeźwiającego Apfelweina. Tuż przy brzegu jest knajpka Main Cafe, gdzie sącząc cydr będziecie mogli podziwiać na leżaku panoramę Frankfurtu.

azjatycki rejon FFM

Powyżej: Szukacie dobrego chińczyka? Powłóczcie się po ulicach wychodzących z Hauptbahnhof..na pewno coś znajdziecie.

 

Mam nadzieję, że przekonałem Was by, będąc we Frankfurcie, wychylić nos z lotniska?