Gouda z ziółkiem

Zawsze chcieliśmy zobaczyć Holandię. Nie tylko dlatego, że często my, Polacy jesteśmy myleni w świecie z Holendrami. Taka sytuacja:

- Where are you from? – pyta tubylec.

- Poland – odpowiada polski turysta.

- aaa Holland – w głowie tubylca zapala się żarówka.

- not Holland! Poland! – odpowiada Polak z lekką irytacją, że rozmówca nie skojarzył.

- Poland? What are you doing here? – często pyta zdziwiony tubylec ;-)

Ciekawe czy też mieliście taką akcję?

A wracając do tematu. Czemu gouda z ziółkiem? To te twa aromaty będą nam się kojarzyć już zawsze z Holandią. To taki mały kraj, a wywołuje tyle skojarzeń: tulipany, sery, trawka, wolność, wiatraki, rowery, czerwona dzielnica w Amsterdamie…  No jest tego całkiem sporo, biorąc pod uwagę, że mówimy o państwie, którego powierzchnia jest niewiele większa od… Tajwanu! Jest coś jednak w tym holenderskim klimacie,co przyciąga ludzi i sprawia, że tam „zakotwiczają” na dłużej i nie są to tylko wysokie zarobki (4 kraj w Europie pod względem gęstości zaludnienia!). Postanowiliśmy to sprawdzić, powłóczyć się trochę, poszukać tych słynnych miejsc, symboli, by wyrobić sobie zdanie na temat tego, czy warto odwiedzić Holandię?

 

AMSTERDAM  CZYLI … NIE MASZ ROWERU? NIE ISTNIEJESZ!

Tego miasta nie trzeba reklamować, nieodwiedzenie Amsterdamu powinno być karane przynajmniej karą grzywny ;-) A tak na poważnie to mamy bardzo pozytywne wrażenia po wypadzie do tego specyficznego miasta. Kojarzyliśmy go z rowerami, lecz nie sądziliśmy, że jest ich aż tak dużo! Słyszeliśmy o Dzielnicy Czerwonych Latarni, lecz nie nie myśleliśmy, że jest to miejsce aż tak komercyjne. Trawka? A owszem jej zapach unosi się w wąskich ulicach miasta i to też pozytywnie się potem kojarzy! Nie widzimy sensu opisywać jego atrakcji bo to każdy przed wyjazdem sprawdzi w przewodniku. Zobaczcie kilka fotek i sami sobie wyróbcie zdanie. A czy jechać tam warto? Warto tylko wtedy gdy nie szuka się spokoju bo to miasto imprezuje chyba 365 dni w roku. Po trzech dniach pobytu stwierdziliśmy, ze po takich dwóch tygodniach w Amsterdamie musielibyśmy się udać na odwyk ;-)

 

1

Z wielkiego diabelskiego miasta w centrum miasta rozpościera się widok na całe miasto.

6

Wszechobecne kanały i charakterystyczna zabudowa. Turystyczna część miasta to naprawdę spory obszar więc jeśli już, to rozważcie opcję kilkudniowego wyjazdu, bo w ciągu jednego dnia tempo będzie szalone i ciężko będzie poczuć klimat…

4

Rower w Amsterdamie jest pojazdem chyba bardziej uprzywilejowanym od karetki i straży pożarnej.

5

Rowery są wszędzie, nie masz roweru? Nie istniejesz. Na rowerze jeżdżą wszyscy, przewożą wszystko… od zakupów po cegły.

7

Mieszkańcy centrum nie mają lekkiego życia, bo jak tu normalnie funkcjonować kiedy wszędzie dookoła jedna wielka impreza?

3

Mieszkania w zacumowanych barkach to prestiżowe miejsca do życia, ich ceny bywają naprawdę szalone.

2

Barkowa dzielnica willowa, często zamieszkiwana przez różnej maści artystów szukających oryginalnego miejsca do życia.

8

Amsterdam jest miastem zieleni, sporo tam skwerków, drzew, a mieszkańcy dbają to by nie żyć tylko w betonowym mieście.

29

Miłość chyba we wszystkich językach świata, taką tapetę mają niektóre z wagonów amsterdamskiego metra. Naprawdę duże stężenie miłości na metr kwadratowy…

21

A tutaj Strefa niekoniecznie kochających, lecz jak najbardziej … praktykujących ;-) Ulica Czerwonych Latarni.

 

KEUKENHOF CZYLI … MEGA KOLOROWE ALE MIMO WSZYSTKO ROZCZAROWANIE

Co do jednego nie ma wątpliwości, Keukenhof jest to najbardziej kolorowe miejsce w Holandii… ale, no właśnie i tu trochę czar pryska… meeega zatłoczone. Kolorowych parasoli przewodników może nie jest tyle co tulipanów (bo ich jest aż 7 milionów w 800 odmianach) ale i tak za dużo. Ciężko zrobić zdjęcie, bo co chwila… to jakiś Japończyk, to wycieczka emerytów z Anglii lub liczna hinduska rodzina pojawiają się w kadrze. Trochę sprytu i jeszcze więcej cierpliwości i jakoś da się to ogarnąć, choć nie jest łatwo, przyznaję. Planowaliśmy spędzić w ogrodzie cały dzień, ale już gdy staliśmy w długiej kolejce na parking dla samochodów i autokarów, który był chyba większy od samego ogrodu… zacząłem wątpić, że ten plan uda się zrealizować. I faktycznie po dwóch godzinach „bardzo grupowych” spacerów ulotniliśmy się z wielkim pragnieniem zaznania świętego spokoju!

Keukenhof to miejsce, które warto zobaczyć, choć można się rozczarować. Jak już uda wam się znaleźć jakiś zaciszny kolorowy zakątek to fakt, brakuje tylko Alicji z Krainy Czarów, która te tulipany zrywa. O taki skrawek spokoju jednak jest bardzo ciężko i czasem, pomimo tych 32 hektarów człowiek jest pod wrażeniem tego, ile jeszcze ludzi może się tam zmieścić? Jedną z przyczyn jest „sezonowość” tej atrakcji, nie jest czynna cały rok (ogród jest otwarty od 17 marca do 20 maja). Przed wyjazdem upewnijcie się też, czy wszystko co ma kwitnąć kwitnie. Teren ogrodu otaczają hektary tulipanowych pól, zasadzonych w kolorowe pasy. Jeśli jednak wybierzecie się okolicach długiego weekendu majowego to tulipany na polach już będą przekwitnięte i zostanie to, co w ogrodzie. Najlepiej pojechać w początkowym okresie sezonu. Bilet warto kupić wcześniej przez internet, bo pomimo ogromu ogrodu, ilość turystów sprawia, że można się nie załapać!

Pobierz plan ogrodu Keukenhof

Więcej informacji tutaj:

http://www.keukenhof.nl/en/

A wygląda to mniej więcej tak…

23

Przyznam szczerze, że nie studiowaliśmy tych 800 odmian…

24

Przekwitnięty nieco dywan z szafirków i żonkili.

22

 Jeden z wielu tulipanowych dywanów…

25

Do wyboru do koloru…

26

Bardziej pospolity fiolet…

27

Tylko pozornie panuje tam cisza, spokój i nie ma ludzi….

28

 

 

SEROWA KRAINA CZYLI … PRZYKRE ODKRYCIE – EDAM I GOUDA TO NIE TO, CO ZNAMY….

W małym holenderskim miasteczku, na małym ryneczku, co piątek od wiosny do jesieni, odbywa się spektakl z serem żółtym w roli głównej. Na plac miasta Alkmaar wychodzą wtedy pokaźnej postury przedstawiciele najpopularniejszych cechów serowych, odziani w tradycyjne stroje, aby w spektakularny sposób wynieść sery na rynek miasta. Służą im do tego specjalne nosidła, na które wrzucają po kilka ciężkich, serowych krążków i z gracją przenoszą je na oczach turystów. Trzeba przyznać, że panowie oprócz opanowania sztuki przenoszenia serów do perfekcji (bo to wbrew pozorom nie jest takie proste) prawdopodobnie pobierali też nauki u samego Zygmunta Hajzera, bo kawalarzami są że hoho…. Gdy obserwowaliśmy ten pokaz, wyłowili oni z tłumu zgrabną blondynkę i zamiast serów, to ją włożyli na nosidła wykonując kilka rundek wokół placu, zyskując jednocześnie ogromny aplauz publiczności ba…. Japończycy wpadli wręcz w panikę, że nie zdąża wyciągnąć aparatów! Oprócz „nosicieli” serów, dużą rolę spełnia w tym całym spektaklu specjalna komisja seniorów (efektownie wąsaci, doświadczeni panowie po sześćdziesiątce) która próbuje serów, sprawdza ich smak, konsystencję itp. i ewentualnie kwalifikuje do sprzedaży. Sery wtedy pakowane są na taczki i wywożone do pobliskich sklepików. Cały pokaz transmitowany jest na ekranie przymocowanym do Ratusza oraz komentowany w czterech (!!!) językach. Warto odwiedzić Alkmaar i zobaczyć serowy pokaz, a oprócz tego zrobić serowe zakupy i popróbować ich różnych gatunków. No właśnie, a propos degustowania, nie sądziliśmy, że „ta” Gouda i „ten” Edam który znamy z naszych sklepów aż tak różni się od oryginału, co więcej czasem wręcz nic z oryginałem nie mają wspólnego! Specjałem są tu sery z różnymi dodatkami: kminkiem, szpinakiem, ziołami, suszonymi pomidorami. Wpadnijcie do Alkmaar, jeśli będziecie w okolicy, a jeśli jesteście fanami serów to będziecie w raju!

 

9

Po kolorach kapelusza ich poznacie…

10

Każdy przedstawiciel cechu serowego odróżnia się właśnie kolorem kapelusza.

13

Holenderska uroda w serowej otoczce.

12

Gwiazda pokazu :-)

11

Trzeba mieć niezłą krzepę!

 

KINDERDIJK CZYLI … NAWET NA CYWILIZOWANYM ZACHODZIE CZAS GDZIENIEGDZIE STOI W MIEJSCU

Kinderdijk to dziwne miejsce, wioska niedaleko Rotterdamu, w której nie ma nic ciekawego… pub, kilka sklepów, jakiś hotel, restauracja i  sklepiki z pamiątkami. Miejsca jak wiele innych, ale tylko pozornie. W szczerym polu, wzdłuż małej rzeczki ustawione są w równym rzędzie, po obu jej stronach, wiatraki. Co w tym nadzwyczajnego? Nie wiem, ale to miejsce ma coś w sobie. Mówiąc szczerze, nie oczekiwaliśmy od tego miejsca zbyt wiele. Było ono na końcu naszego planu podróży, postanowiliśmy je po prostu odhaczyć (przez szacunek do listy UNESCO). Za kilka euro wynajęliśmy rozlatujące się rowery i ruszyliśmy w drogę, spokojnie, pod wiatr. Na początku jeszcze nic nie wskazywało, że to będzie jakieś „wow”, wiatraki gdzieś tam się w oddali pojawiały wśród traw, ale dopiero gdy kilka razy przemierzyliśmy ścieżkę w te i we wte poczuliśmy klimat. Cisza, wiatr, majestatyczne wiatraki raz po raz się obracające, przeniosły nas na chwilę gdzie indziej. Kompletnie nic się tam nie dzieje, czas stoi w miejscu, wiatraki tam po prostu są, były i będą. Po dłuższej chwili tam spędzonej ma się odczucie jakby wcale to nie był skansen. To całe „teraźniejsze” otoczenie nie pasuje do tego sielankowego, uspokajającego widoku wiatraków wśród szumiących zbóż. Turyści ze smartfonami są tu jak z kosmosu i nie pasują do tego miejsca, które nie zmieniło się od XVIII wieku. Kapitalne miejsce, żeby złapać oddech i na chwilę się zatrzymać! Jednym słowem: WARTO!

35

Nostalgiczny, tajemniczy, klimatyczny … taki właśnie jest Kinderdijk

36

Brakuje tylko kobiety w starodawnym stroju i w białej, haftowanej chuście robiącej pranie w rzece…

33

Do Niektóre wiatraki są wciąż zamieszkane!

32

Na szczęście póki co, nie ma tam melexów czy skuterów… są tylko stare, poczciwe holenderskie rowery.

34

Czas się zatrzymał.

 

MIASTECZKO EDAM CZYLI … MIEJSCE PIELGRZYMEK SEROHOLIKÓW?

Malutkie, urocze holenderskie miasteczka to świetna alternatywa do zatłoczonych i na dłuższą chwilę, męczących miejsc, takich jak na choćby Keukenhof. Miasteczko Edam to wręcz miniaturka. Kilka ulic wzdłuż kanału, które dałoby się obejść dosłownie w 15 minut. Jest to jednak tak urokliwe miejsce, że przechadzaliśmy się tam dobrych kilka godzin. Zauroczyły nas malutkie, wręcz idealne domki. Wszystko jest w nich tak dopieszczone, każda cegiełka, kwiatuszek, piękne okiennice. Okna w Holandii to w ogóle oddzielny temat, od razu zwróciliśmy uwagę, że są duże i często odsłonięte, bez firanek czy żaluzji. W Edamie mieszkańcy prowadzą chyba jakąś rywalizację w przystrajaniu swoich okien: na parapetach można zobaczyć małe wystawki. Wszystko precyzyjnie „wystylizowane”: piękne kwiaty, wazony, jakieś rzeźby, różne różniste dekoracje. Nasze polskie parapety z paprotką albo storczykiem wydają się przy holenderskich oknach nudne i przewidywalne. W Edamie czy w pobliskim Volendamie – starej wiosce rybackiej położonej nad jeziorem, warto spędzić trochę czasu niespiesznie spacerując, pijąc kawę albo próbując słynnych holenderskich frytek, np. z sosem fistaszkowym – zupełnie nowy dla nas smak.

20

Perfekcyjna Edamska zabudowa.

16

Sklep firmowy.

17

Edamskie domki w romantycznej scenerii.

19

Edamski.

18

Uliczka Edamu.

PALM NIE MA ALE… I TAK JEST KLIMATYCZNIE

A na koniec jeszcze kilka fotek z holenderskiego wybrzeża. Holandia jest tak przyjemnie małym krajem, że w ciągu jednego dnia można zmienić sobie klimat kilka razy i zaczynając od imprezowego Amsterdamu, poprzez wioski, targi serowe, morza tulipanów, dzień można zakończyć nad morzem. Nie jest to Hiszpania, nie ma palm… jest raczej surowo, sporo przestrzeni, wietrznie. Niemniej jednak można tam całkiem przyjemnie usiąść i pozbierać myśli.

15

Surowo… można by nawet powiedzieć, że nieprzyjaźnie lecz… klimatycznie.

14

Jedna z większych elektrowni wiatrowych na pełnym morzu…. Jak oni to zrobili?

 

(NIE DO KOŃCA ZWYCZAJNY) NOCLEG W ZDROWEJ CENIE W AMSTERDAMIE?

A na koniec kapitalna, lekko odjechana miejscówka na nocleg w Amsterdamie. Nie trzeba palić trawki, żeby poczuć się jak w innym, zwariowanym świecie. Wystarczy zatrzymać się na kempingu Lucky Lake, który oferuje nocleg w klimatycznych, starych przyczepach kempingowych we wszystkich kolorach tęczy. Do wyboru są dwu lub czteroosobowe przyczepy, pamiętające chyba czasy polskiego PRL-u. W przyczepach jest łóżko, szafa, stolik, farelka, którą można odpalić w zimniejsze noce, ogólnie full wypas ;-) Oprócz schludnych łazienek i dobrze wyposażonej kuchni, na terenie kempingu można poleżeć na hamaku, pograć w ping-ponga, spędzić czas w kinie albo w przyczepie rozrywki, gdzie można pograć w gry planszowe, na pianinie lub palić…co się tam chce – w końcu to Amsterdam! Kemping obsługują młodzi, totalnie zakręceni, ale wszystko ogarniający, pozytywni ludzie. Jedynym minusem może być odległość kempingu od centrum Amsterdamu. Z samego kempingu odjeżdża busik, który dowozi pod przystanek metra, a potem przejażdżka metrem ok. 20 min. Cała podróż na trasie kemping-centrum trwa 30-35 min. Trzeba tylko zwrócić uwagę na godziny odjazdu ostatniego metra z Amsterdamu, bo potem pozostaje tylko taksówka. W weekend majowy 2014 roku płaciliśmy 50€ za noc ze śniadaniem za dwie osoby. Trzeba zarezerwować minimum dwie noce.

Zalety:

- atmosfera

- nietypowy „design” kempingowy

- dobra organizacja kempingu

- przyjemna obsługa

- słodkie kaczuszki przechadzające się po kempingu

Wady:

- odległość od centrum Amsterdamu

- przeznaczony głównie dla zmotoryzowanych, bo bez samochodu ciężko do niego dojechać

- kupy kaczek pod nogami

 

30

Sala kinowa, dwie przyczepy rozrywki dla palących i tych bardziej trzeźwych, hamaki, stoły do ping-ponga i dziesiątki kolorowych przyczep. Jest klimat jest chill-out…

31

Kempingowa wbrew pozorom niezmotoryzowana stołówka…

Głosuj na mój blog