Słonecznikowo

Mołdawia to wciąż biała plama na turystycznej mapie Europy. Nie oszukujmy się, wiele osób nawet nie bardzo wie, gdzie leży ten niewielki, zajmujący 1/10 powierzchni Polski kraj i czy ma on coś ciekawego do zaoferowania. W 2012 r. Mołdawię odwiedziło ok. 89 tys. turystów, podczas gdy np. Lwów rocznie odwiedza ponad 1 mln osób. Nic dziwnego, Mołdawia uznawana jest za najbiedniejszy kraj Europy, jest słabo rozwinięta i generalnie ma nie najlepszy PR. Czy warto jest się tam pchać? Na pewno warto, choć to nie kraj dla każdego.

DSC_0292

Dobre wino, połacie żółtych słonecznikowych pól oraz malownicze, przydrożne studnie – gdy myślę „Mołdawia”, właśnie to mam przed oczami. Jednak żywot przeciętnego Mołdawianina, choć w ładnych okolicznościach przyrody, do łatwych nie należy. Z mojego punktu widzenia, oni w ogóle mogą mieć problem ze swoją tożsamością narodową, bo niby mają swój niepodległy kraj… ale jakoś blisko im do Ukrainy, która często wydaje się być szansą na lepsze życie. Mają też swój język, który uznawany jest za dialekt języka rumuńskiego. Jakby tego misz-maszu było jeszcze mało, to cały czas czują na swych plecach rosyjski oddech, bo przecież od wielu lat Rosjanie „okupują” Naddniestrze, czyli pseudo niepodległe państwo, uznawane tylko przez… Abchazję i Osetię południową ;-) .

DSC_04302

Naddniestrze często jest celem turystów lubiących podróże „z dreszczykiem”. Wybierając się tam, nigdy nie wiadomo czy rosyjscy towarzysze w mundurach stacjonujący na pseudo granicy wpuszczą Was tam, czy może nie, a jeśli wpuszczą, to czy za friko, czy może trzeba będzie komuś dać w łapę? Jest to taka rosyjska (tfu, tfu… naddniestrzańska) ruletka. Jak zagłębicie się w różne relacje z podróży to zobaczycie, że różnie to bywa. Ostatnio też rozmaite media donoszą, że Rosja ma coraz większy apetyt by wchłonąć ten region (a może też Mołdawię) w granice mlekiem i miodem płynącym Matki Rosiji!

DSC_0445

Powyżej: Przydrożna studnia, kolejny symbol Mołdawii. Spotkacie je w najbardziej nieoczekiwanych miejscach. Zazwyczaj znajdują się poza granicami posesji i są do dyspozycji zarówno miejscowych, jak i turystów. Co najważniejsze, widok studni oznacza pitną wodę!

 

Mołdawia ma sporo swoich wewnętrznych problemów jak na tak mały kraj. Przede wszystkim bieda i emigracja. Skala emigracji w Mołdawii jest tak duża, że przekazy pieniężne od rodaków z zagranicy stanowią 25 proc. mołdawskiego PKB! Od kilku dobrych lat znajduję się też ona w niechlubnej czołówce państw, gdzie na duża skalę kwitnie nielegalny handel organami, które zazwyczaj „ratują życia” mieszkańców rozwiniętej Europy Zachodniej. Wynika to bezpośrednio z biedy, która często doprowadza ludzi do tak desperackich kroków. Kilka dobrych lat temu powstała nawet specjalna państwowa instytucja, walcząca z mafiami, które wyszukują ludzi chętnych sprzedać organ do przeszczepu. Niestety po dość krótkim okresie czasu została zlikwidowana z powodu… skorumpowania urzędników (jakoś mnie to nie dziwi).

DSC_0370ikona

Ok. 10% Mołdawii zajmują winnice. Gdzie by nie spojrzeć, tam rosną winogrona! To właśnie w Mołdawii znajdują się dwie największe piwnice winne świata. Najsłynniejsza z nich to Milestii Mici, którą odwiedziliśmy (druga największa to Cricova). Po podziemnych korytarzach Milesti Mici, pełnych butelek wina, podróżuje się samochodem, ponieważ liczą one aż 200 km! Nie ma opcji, żeby zwiedzić piwnice pieszo o czym pamiętajcie, wybierając się do Milestii Mici. Dodatkowo w samochodzie musi się znaleźć miejsce dla przewodnika, bez którego nie wpuszczają do piwnic. Na terenie Milestii Mici jest też sklep, w którym można zaopatrzyć się w kilka buteleczek.

DSC_0416

Powyżej: Milesti Mici…

W Mołdawii bez wątpienia najpiękniejsza jest przyroda. Ze względu na jedną z najżyźniejszych gleb w Europie (czarnoziem), wszystko w Mołdawii rośnie na potęgę. Oprócz wspomnianych przeze mnie winogron, uprawia się tam też pszenicę, słonecznik, tytoń, warzywa i owoce. To właśnie rolnictwo jest podstawą gospodarki Mołdawii, która coraz częściej, obok Ukrainy nazywana jest „spichlerzem Europy”. Gdy tak włóczyliśmy się po tych mołdawskich wioskach to stwierdziliśmy, że ludzie są tam w sporej mierze samowystarczalni. W ogródkach przydomowych hodują warzywa i owoce, które potem jedzą cały rok (świeże lub suszone). Całe lato przy domach suszy się naturalny opał, czyli odchody zwierząt z ich zagród co sprawia, że mają co wrzucić do pieca podczas srogiej zimy. No i oczywiście wino, które jak trzeba,  też ich pewnie znieczula. Przydomowe piwniczki winne są niemal przy każdej chatce.

DSC_0088

Powyżej: Skromnie, biednie ale zielono i czysto. No i obowiązkowa piwniczka na wino.

Jednym z najczęściej odwiedzanych przyrodniczych perełek w Mołdawii jest zespół przyrodniczo-archeologiczny Orhei Vechi. Na jego terenie znajduje się kanion, pomiędzy którym wije się malownicza rzeczka Raut, a dookoła „wiszą” wielkie skalne zbocza. Oprócz pięknych krajobrazów i niekończącej się zieleni, na terenie Orhei Vechi znajdziecie malowniczą cerkiewkę z 1905 r. i pozostałości skalnych jaskiń, w których niegdyś mieszkali średniowieczni chrześcijańscy mnisi. To nie do wiary, ale gdy zwiedzaliśmy jaskinie to trafiliśmy na jednego starego, brodatego mnicha, który ewidentnie tam mieszkał. Nie sądzę, żeby siedział tam od średniowiecza, ale jego obecność tworzyła fajny klimacik. Będąc w Orhei Vechi, można też pospacerować po wiosce Butuceni, w której czas się zatrzymał. Mieszkańcy żyją spokojnie, biednie, niektórzy oferują noclegi, a wszyscy robią domowe wino, którego warto spróbować. Pojedźcie tam, jeśli będziecie w Mołdawii. W Orhei można spokojnie rozbić namiot, nie wiem czy to jest legalne… ale nas przez kilka dni nikt nie upominał.

DSC_0305

Powyżej: Jedno z wieeeeelu słonecznikowych pól

DSC_0012

Powyżej: Orhei Vechi

DSC_0014

Powyżej: Orhei Vechi

W postsowieckich, mołdawskich miastach, na czele ze stolicą Kiszyniowem, nie ma co doszukiwać się ukrytego piękna i wysublimowanego klimatu, choć to oczywiście moje subiektywne zdanie. Na pewno znajdą się amatorzy właśnie takiej architektury i miłośnicy ogólnego postradzieckiego chaosu, jaki tam panuje. Jak to zwykle na wschodzie, warto odwiedzić bazar.

Jednym z ciekawszych mołdawskich miast, jest Soroka, otoczona wzgórzami na których już z daleka widać dzielnica cygańskie. Nie są to jednak żadne slumsy lecz wielkie, efektowne cygańskie „rezydencje”. Króluje tu kicz i rządzi zasada im więcej, tym lepiej. Skoro sąsiad wybudował trzypiętrowy dom, ja zbuduję czteropiętrowy! To, wydaje mi się, jest główną przesłanką budowania tak ogromnych domów, które w większości stoją tu puste lub nie w pełni wykorzystywane. W dzielnicy cyganów widzi się mnóstwo dzieci, a przy odrobinie szczęścia, można też spotkać dumnego właściciela posesji, który z przyjemnością pochwali się swoimi marmurami, kamiennymi lwami i opowie kilka historyjek o Romach w Mołdawii. Podobno można też natknąć się na barona cygańskiego, ale my na niego nie trafiliśmy…

 

DSC_0465

Powyżej: Widok na dzielnicę cygańską w Soroce

Warto też wspomnieć o Gagauzji, czyli o malutkim, autonomicznym regionie położonym w południowej Mołdawii. Uznawana jest ona za najbiedniejszy region Europy. Gagauzi to prawdziwa etniczna mieszanka: Mołdawianie, Rosjanie, Ukraińcy, Romowie, Ormianie, Bułgarzy i również Polacy. Mają swój język, flagę, hymn. Mają również swojego prezydenta i parlament. Historia Gagauzji jest zawiła, i zapewne mogłaby być tematem oddzielnego, sporej długości posta. Miasto Komrat, czyli stolica Gagauzji, może nie jest najpiękniejszym miastem świata, lecz warto tam pojechać i na własne oczy zobaczyć jak żyją ludzie. A jak już tam traficie to koniecznie odwiedźcie Panią Prezes Stowarzyszenia Polaków Gagauzji, Ludmiłę Wolewicz. Złota kobieta o wielkim sercu!

Wyprawa do Mołdawii to wciąż trochę „podróż w ciemno”. Na polskim rynku wydawniczym nie ma zbyt wielu publikacji na ten temat. Z przewodników kojarzą nam się zaledwie trzy w języku polskim: Pascal – Rumunia i Mołdawia. Praktyczny poradnik (nie znamy go), Bezdroża – Rumunia. Mozaika w żywych kolorach oraz… Mołdowa (znamy i polecamy bo maczaliśmy w nim palce), Wojciech Śmieja – Mołdawia przewodnik turystyczny (znamy, spodoba się historykom). Jeśli chodzi o literaturę podróżniczą to nic nam nie przychodzi do głowy oprócz ostatnio wydanej przez Bezdroża książki o Gagauzji „Mołdawianie w kosmos nie lietajut biez wina” autorstwa Judyty Sierakowskiej. Warto przeczytać tego rodzynka przed wyjazdem.

 

Z innej beczki: Mołdawia czy Mołdowa?

Sami zastanawialiśmy się jakiej formy używać, odpowiedź znaleźliśmy na stronie polonijnej Gazety „Jutrzenka” z miasta Balti w Mołdawii:

W związku z często wysuwanymi wątpliwościami co do poprawnego nazewnictwa naszego kraju w języku polskim, w ślad za Komisją Standaryzacji Nazw Geograficznych poza Granicami Rzeczypospolitej Polskiej zalecamy stosowanie następującej formy:  Mołdawia
( Źródło: http://ksng.gugik.gov.pl/wydawnictwa_ngs.php )

Tadam, problem rozwikłany ;-)

Tyle w skrócie o Mołdawii, jeszcze kilka fotek… ehhh ciężko odkopać wspomnienia sprzed kilku ładnych lat ;-)

DSC_0159

Powyżej: Wiejskie klimaty

DSC_0264

Powyżej: Krypty w Orhei Vechi

DSC_0435 (2)

Powyżej: Zabudowa stolicy ;-)

DSC_0066

Powyżej: Łada wiecznie żywa
Głosuj na mój blog