Children of the Sun

 

Nieco ponad 100 lat temu Żydzi uciekający z Europy wschodniej, głównie z Rumunii, Polski i Rosji zaczęli osiedlać się na ówczesnych terenach Palestyny. Pełni werwy, zapału, kierowani syjonistycznymi/socjalistycznymi ideami, zaczęli budować nowy żydowski kraj. Skupili się w społecznościach, które nazwali kibucami. Do kibucu trafiliśmy i my, dokładnie 106 lat później, odwiedzając znajomych Izraelczyków, którzy w kibucach się wychowywali. Co udało nam się dowiedzieć? Sami zobaczcie.

_DSC0078

Powyżej: Kibuc Ajjelet ha-Szachar w okolicach Wzgórz Golan. Bardzo zadbany kibuc w którym mieszka około 1000 osób.

_DSC0086

Powyżej: Typowa kibucowa zabudowa to skromne, schludne, całkiem funkcjonalne domki  z pelnymi zieleni ogrodami. Nie ma tam ogrodzeń między działkami a mieszkańcy nie zamykają drzwi do domów. Po co? Przecież wszyscy się tam znają.

_DSC0076

Powyżej: Pomieszczenia gospodarcze.

KIBUCE KIEDYŚ

Pierwszy kibuc – Degania powstał w Galilei koło Jeziora Tyberiadzkiego w 1910 r. i istnieje do dziś, podobnie jak ok. 270 innych, rozsianych po całym kraju. Kibuce na początku ich funkcjonowania były jednym wielkim eksperymentem i nieustannie wprowadzano zmiany, głównie w zasadach ich funkcjonowania. Główną regułą była wspólna własność i brak własności prywatnej. Wszystko, począwszy od wyposażenia domu przez owoce i warzywa rosnące w ogródkach i w kibucowych plantacjach, na dzieciach skończywszy, było wspólne. To właśnie temat dzieci był najbardziej kontrowersyjną regułą życia w kibucu. Od samego urodzenia, były one wychowywane we wspólnych domach dla dzieci zwanych „ochronkami”. Spędzały tam całe dnie i noce, z rodzicami widując się przez niecałe dwie godziny dziennie. Dotyczyło to również niemowlaków, nawet tych karmionych piersią. Dziećmi opiekowały się nianie spędzając z nimi niejako, całe ich dzieciństwo. W najbardziej tradycyjnych kibucach nawet imiona dzieci były przedmiotem głosowań rady. Jakkolwiek by to nie brzmiało, jedną z zasad filozofii pierwszych kibucników było stworzenie warunków do wychowania „lepszego człowieka”. Niezepsutego zagrożeniami które czyhają na niego w mieście. Dzieci nie musiały opuszczać jego terytorium, bo niby po co… wszystko miały zapewnione na miejscu.

_DSC0081

Powyżej: Przedszkole działające już na normalnych zasadach.

_DSC0213

Powyżej: Kibucowa stołówka. Wciąż serwowane są tam posiłki dla mieszkańców.

_DSC0073

Powyżej: Limonki z przydomowej uprawy.

_DSC0061

Powyżej:  Granaty

Byliśmy ciekawi jak wspominają swoje dzieciństwo Ci, którzy spędzili je właśnie w ochronkach. Sporo ze wspomnień, których wysłuchaliśmy nie była pozytywna, niektórzy nawet wspominają ten czas jako wręcz traumatyczny i bolesny. Byli też tacy, którym idea równości i wspólnoty jak najbardziej odpowiadała. Nie było podziałów klasowych, każdy zarabiał tyle samo bez względu na wykonywany zawód…. nie ważne czy był to lekarz, prawnik, rolnik czy sprzątaczka. Wszystko dla dobra wspólnej społeczności, by być samowystarczalnym. Fakt, faktem eksperyment z dziećmi wychowującymi się bez własnych rodziców nie udał się i kibuce zaczęły odchodzić od tego pomysłu już w latach sześćdziesiątych. Dla zainteresowanych tematem „wspólnych dzieci” polecamy film przybliżający ten problem – „Dzieci słońca”. To dokument, w którym swoje wspomnienia opisują, już dorośli ludzie, którzy w kibucach spędzili swoje dzieciństwo.

Kibuce były też bardzo chronionymi osadami. Każdy z nich był otoczony siatką z drutu kolczastego. Wokół było wiele strażnic, z których wypatrywano potencjalnego zagrożenia. Nie bez powodu. Nie trudno sobie wyobrazić, że choćby wspólny dom dla dzieci był idealnym celem dla potencjalnych terrorystów, którzy zarówno wtedy (jak i teraz) nie życzyli Izraelowi spokoju i szczęścia. Były incydenty, że dzieci były porywane, czasem nawet zabijane. Słyszeliśmy też, że zdarzały się przypadki terrorystów-spadochroniarzy, którzy pod osłoną nocy próbowali wedrzeć się do „ochronek”.

_DSC0201a

Powyżej: Opuszczone strażnice kiedyś były posterunkami działającymi 24h/dobę.

_DSC0080

Powyżej: Bunkry są wszędzie. Dziś albo są zamknięte, nieczynne… albo zostały zagospodarowane przez właścicieli na spiżarki czy inne pomieszczenia gospodarcze.

KIBUCE DZIŚ

Życie w kibucach wciąż się zmienia, ale dziś wygląda ono zupełnie inaczej niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Idea wspólnoty, życia razem w jednej wielkiej rodzinie wciąż jest bardzo atrakcyjna i obecnie kibuce przeżywają swoją drugą młodość. Faktycznie, życie w kibucu może być wygodne i przyjemne. Na miejscu jest wszystko co potrzebne do życia: sklep, stołówka, poczta, przedszkole, a nawet basen czy wspólne samochody do dyspozycji mieszkańców. Teren jest ogrodzony, wszyscy się znają, a jeśli chce tu zamieszkać ktoś „nowy”, musi go zaakceptować większość kibucników. Mieszkańcy obecnych kibuców mają wybór, mogą pracować na zewnątrz, lub wykonując prace na terenie kibucu. Bardzo często pracę w sadach i na plantacjach, którą kiedyś wykonywali sami mieszkańcy, robią teraz za nich pracownicy z Tajlandii i innych krajów Azji. Wciąż część kibuców zarabia na siebie sprzedając owoce, warzywa, mleko czy mięso. Są też takie, w których istnieją znakomicie prosperujące zakłady produkcyjne czy nawet małe fabryki eksportujące swoje produkty do Europy czy USA.  Są też takie, które posiadają nawet swoje hotele na wybrzeżu. Kibuce w okolicach Tel Aviwu to teraz nawet swego rodzaju moda. Nieruchomości są tam tańsze, do pracy do miasta przecież można dojechać unikając przy tym kosmicznych tel aviwskich cen mieszkań. Często są w nich hostele dla turystów, knajpki czy nawet sushi bary. Dochód z tych biznesów idzie oczywiście do wspólnej kibucowej puli, po opłaceniu pensji pracowników.

_DSC0393

Powyżej: Stawy rybne w okolicach kibucu Maoz Chaim w Galilei.

_DSC0365

Powyżej: Daktylowe sady przy kibucu Maoz Chaim.

Izrael prowadzi swego rodzaju program w którym próbuje namówić młodsze pokolenie do przeprowadzenia się do kibuców. Tyczy się to głównie tych osad w głębi kraju, z dala od Tel Aviwu. Tam życie płynie spokojnie, opcji pracy nie ma zbyt wiele co nie zawsze odpowiada młodym Izraelczykom. Niektórzy jednak szukają tam swego miejsca. Niektórzy się tam sprowadzają by wychować dzieci w spokoju. Są też rodziny, które wracają do kibuców po wielu latach. Rodzice się tam wychowali… potem, by zaznać innego życia, opuszczali społeczność przenosząc się do miast, a jako dorośli ludzie posiadający własne rodziny, wracali. W internecie wciąż można trafić na strony stowarzyszeń, które szukają wolontariuszy do pracy w kibucach, choćby lektorów języka angielskiego.

_DSC0087

Powyżej: Starsi ludzie w kibucach często przemieszczają Melexami. Kiedy u nas zobaczymy emerytów na Melexach?

O kibucach można pisać i pisać i nie jedna praca na ten temat powstała. Jest to idea ciekawa, zarówno fascynująca jak i przerażająca. Niewątpliwie warto o tym poczytać przed wyjazdem i zaglądnąć tam jeśli będziecie mieli okazję. Jak już będziecie planować wizytę w którymś z kibuców to jedna rada, postarajcie się znaleźć kibuc gdzieś na prowincji. Może nie będzie tam sushi baru ale niewątpliwie spotkacie całą masę życzliwych, zwykłych ludzi, którzy chętnie podzielą się z Wami kibucowymi wspomnieniami.

Przejdź do galerii Izrael… ortodoksyjnie Przejdź do galerii Izrael – piekło w raju czy raj w piekle?