Wesele u Loriszów

Chcąc porównywać Iran do Polski to tak jakby podjąć próbę znalezienia cech wspólnych u żyrafy i bociana… bo co prawda długa szyja ich łączy, lecz cała reszta zdecydowanie różni. Kultura, religia, język, alfabet, książki czytane od prawej do lewej, kobiety w czadorach, architektura, jedzenie, brak alkoholu (ból!) – to wszystko dla przybysza z Polski jest w Iranie zupełnie nowe. Postanowiliśmy więc, że przed wyjazdem trzeba się bardzo dobrze przygotować. Czytaliśmy wiele książek, relacji z wypraw, przewodników. Planowaliśmy nasz pobyt w Iranie bardzo dokładnie i postanowiliśmy wypróbować tam CouchSurfing, czyli stronę internetową, dzięki której można znaleźć ludzi oferujących nocleg we wszystkich zakątkach świata. W Iranie CouchSurfing, podobnie jak Facebook i wiele innych rzeczy jest oficjalnie zabroniony. Mimo to, a może właśnie dzięki temu, funkcjonuje doskonale i zrzesza bardzo wielu gościnnych i ciekawych świata ludzi.
Decyzja o korzystaniu z CouchSurfingu w Iranie była strzałem w dziesiątkę, nie sądziliśmy jednak, że dzięki naszym irańskim „gospodarzom” wyprawa potoczy się zupełnie inaczej niż myśleliśmy, a całe nasze planowanie właściwie okaże się zbędne…

DSC_1116_S

Powyżej: W drodze do Yasuj

Nasz pierwszy irański „gospodarz” Ali, kelner z miasta Sziraz, po kilku wspólnie spędzonych dniach jakimś cudem namówił nas na małą zmianę naszej misternie planowanej trasy. Mieliśmy jechać do Yazd, słynnego, starego, perskiego miasta, ale za namową Aliego wysiedliśmy w połowie drogi w małym, nieznanym mieście Yasuj, (właściwie w małej, nieznanej nikomu dziurze Yasuj ) gdzie miał na nas czekać kuzyn Aliego. Kuzyn bardzo chciał poznać kogoś zza granicy bo nigdy wcześniej nie miał takiej okazji. Zgodziliśmy się pojechać tam na jeden dzień, w rezultacie zostaliśmy na cztery i do dziś są to nasze najmilsze wspomnienia z Iranu.
Ale po kolei.
Kuzyn okazał się bardzo otwartym chłopakiem w okolicach trzydziestki, świetnie mówiącym po angielsku. Pracuje w banku i szczerze tej pracy nienawidzi, snując plany o emigracji do Kanady. Issa, bo tak mu na imię, natychmiast przedstawił nam swojej rodzinie, najpierw młodziutkiej, uroczej narzeczonej, potem podczas obiadu u swoich przyszłych teściów reszcie około 20 osobowego klanu. Obiad był przeżyciem niezapomnianym i lekko surrealistycznym. Wszyscy siedząc na podłodze, wpatrywali się w nas jak w święty obrazek, oferując jakieś dziwaczne (swoją drogą pyszne) potrawy.

DSC_1158_S (Kopiowanie)Powyżej: Issa, nasz gospodarz w Yasuj

DSC_1234 (2) (Kopiowanie)

Powyżej: Brat Issy, Ali z rodziną.. i My

Cały nasz pobyt był przez naszych gospodarzy bardzo dobrze zaplanowany i nie było wątpliwości, że jesteśmy dla nich gośćmi wyjątkowymi. W pewnym momencie padło pytanie czy nie chcielibyśmy pójść na wesele do kogoś z ich rodziny. Chyba nie dało się ukryć naszej aprobaty i podekscytowania tą propozycją, bo nie minęło wiele czasu gdy zaczęły się przygotowania do imprezy. Ja trafiłam do pokoju z trzema siostrami narzeczonej Issy, gdzie dziewczyny szybko przeobraziły mnie w Irankę, wciskając mnie w tradycyjną, strasznie ciężką suknię i przyozdabiając milionem różnych świecidełek.

DSC_1211_S (Kopiowanie)
Powyżej: Magda (po lewej) w tradycyjnym stroju „loryskich” kobiet

Sławek w tym czasie gawędził w męskim gronie, dowiadując się co nieco o tradycjach weselno-ślubnych. Okazało się, że goszcząca nas rodzina pochodzi z tradycyjnego ludu Lori. To mniejszość etniczna zamieszkująca tereny Pakistanu, Iraku oraz Iranu, mająca swoje specyficzne obyczaje i dialekt. Sami nie nazywają się Persami, a bycie Loriszami jest dla nich powodem do dumy. Ceremonia ślubno-weselna w tradycji Loriszów trwa 3 dni, podczas których bawi się nawet tysiąc osób! My spędziliśmy na hulankach dwa wieczory.

DSC_1271_S (Kopiowanie)

Powyżej: Impreza weselna się rozkręca…

Miejscem, gdzie odbywała się impreza było duże przydomowe podwórze, całe wyściełane dywanami. Dookoła siedzieli wszyscy ci, którzy nie tańczyli, czyli starszyzna. Każdemu zostaliśmy przedstawieni i wszyscy niezwykle serdecznie nas przywitali. Kobiety i mężczyźni jakoś naturalnie byli rozdzieleni, a po środku odbywały się charakterystyczne, synchroniczne tańce, do których natychmiast zostałam zaciągnięta. Czułam się jak w jakimś filmie science fiction, w tej sukience, w pożyczonych butach na koturnie i z łańcuszkiem na brodzie, który mnie lekko podduszał. Miałam wrażenie, że skupiam uwagę absolutnie wszystkich gości ale szybko załapałam synchroniczne ruchy tańca i próbowałam jakoś się odnaleźć w tej arcy przedziwnej sytuacji. Byłam tam taką ciekawostką, że nawet kamerzysta, który miał filmować parę młodą, okiem swojej kamery non stop celował we mnie.

DSC_1279 (2)_S (Kopiowanie)

Powyżej: Kobiety w tradycyjnym, mało skomplikowanym, tańcu z chustami

Ze Sławkiem za to każdy z mężczyzn witał się jak z prezydentem i rozmawiał, a raczej przeprowadzał wywiad przy pomocy Issy, który był tłumaczem. Podczas wesela nie było jako takiego stołu z jedzeniem, tylko przechadzające się dziewczyny z tacami pełnymi przekąsek częstowały wszystkich gości. Tak to właśnie było…..

DSC_1258_S (Kopiowanie)

Z naszymi przyjaciółmi z Yasuj do dzisiaj utrzymujemy kontakt. Issa wraz ze swoją ówczesną narzeczoną wzięli ślub. Zdecydowali się na razie zostać w Iranie i niedawno doczekali się potomka :-)

DSC_1281 (2)_S (Kopiowanie)

Powyżej: Męski kącik taneczny

DSC_1465_Ssss (Kopiowanie) jako Obiekt inteligentny-1 (Kopiowanie)

Powyżej: Issa, Ali.. oraz pozostała część rodziny (siostry narzeczonej Issy)

DSC_1392_S (Kopiowanie)

Powyżej: Piknik w górach Zagros

DSC_1409_S (Kopiowanie)

Powyżej: Piknik w górach Zagros

A w wielkim skrócie, wyglądało to tak:

 

Przejdź do Galerii Iran
Głosuj na mój blog